Ten list przechwycono w ramach kontroli korespondencji mającej służyć ograniczaniu paniki. Specjaliści nie mają pewności, która jego wersja to oryginał, a która jest tłumaczeniem.

A

Stary! Zmieniłem swoje życie.

Większość dnia spędzam z dziećmi i żoną. Mój tydzień przestał dzielić się na pięć dni roboczych i weekend. Ja decyduję o tym, co robię. Czerpię mnóstwo energii z bliskości z rodziną i przyjaciółmi. Nie ma dnia, żebym do nich nie dzwonił. Przestałem spędzać tyle czasu w galeriach i na codziennych zakupach. Raz na dwa, trzy tygodnie robię zbiorowe sprawunki dla całej rodziny, które przywożą mi pod drzwi. Ileż mamy frajdy, planując je wspólnie – to lepsze niż Monopoly!

Niemal całkiem zrezygnowałem z samochodu.

Chętnie wychodzę z domu, by się po prostu rozruszać. To niesamowite, ale zatęskniłem za bieganiem. Ja! Dużo czasu spędzam w ogrodzie – wiosenna aktywność bardzo służy i mi, i otoczeniu domu. Rześkie powietrze jest takie ożywcze!

Zbieram deszczówkę, piekę własny chleb.

Staram się być samowystarczalny. Gotowanie to wielka przygoda z nowymi przepisami. Jemy całą rodziną wszystkie posiłki razem. To wspaniała lekcja bliskości oraz umiejętności dzielenia się dobrem.

A co do lekcji i nauki: uczymy dzieci i wspólnie czytamy lektury.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile rzeczy sobie przypomniałem (a ilu musiałem się nauczyć!). Jestem zdumiony bogactwem nowoczesnych technologii stosowanych w polskich szkołach oraz spokojem, z jakim nauczyciele przyjęli te wszystkie zmiany. Dzieci ucieszyły się, kiedy oddałem im do dyspozycji mojego laptopa – ja przecież poradzę sobie bez niego, a one nie mogą tracić!

Opieką nad dziećmi i czasem na pracę dzielimy się solidarnie.

Wspominałem, że teraz oboje pracujemy z domu? Ileż to wyzwoliło w nas kreatywności! Okazało się, że nasz dom kryje w sobie niemal nieograniczone możliwości. Wystarczy Internet, jeden komputer używany na zmianę i jakieś przytulne pomieszczenie. Pracować można wszędzie! To kwestia zaangażowania i pomysłowości. Dzieci wspierają nas w tym wszystkim, poświęcając sobie nawzajem więcej uwagi.

Postanowiliśmy ograniczyć konsumpcję.

Zmniejszyliśmy porcje i staramy się z większą uwagą jeść, doceniając smak i zapach potraw. Nazwij to dietą, jeśli chcesz. Uświadomiliśmy sobie, jak bardzo ograniczał nas materializm. Udało nam się sporo zaoszczędzić na wydatkach i dzięki temu nie potrzebujemy tylu zleceń, co kiedyś. Odzyskany czas poświęciliśmy sobie i medytacji.

Interesuję się zdrowiem publicznym, epidemiologią i statystyką.

To zdumiewające, że te zagadnienia tak bardzo mi umykały dotychczas. Szczęśliwie wieczorami mogę poświęcić się dokładniejszym studiom. A kiedy nie czytam o RNA i białkach szczytowych, mogę wreszcie nadrobić zaległości filmowe.

Jak się okazało, wielu naszych znajomych myśli i działa podobnie jak my. Doprawdy nie wiem, jak mogliśmy dotychczas żyć w matni wiecznego pośpiechu i konsumpcjonizmu. Nie do wiary, jak łatwo i szybko zaszły te zmiany. A wszystko wskazuje, że to nie koniec i pójdziemy dalej! Uwierzyłbyś w to rok temu?

Wreszcie możesz ratować ludzkie życie.

Pamiętasz nasze rozmowy przed maturą? Nawet nie musiałeś czekać do końca studiów! Daj znać, co u Ciebie. Rozmawialiśmy z Twoją żoną i jest bardzo dzielna. Cieszy się, że wreszcie mogła wyprowadzić się z tego zatęchłego akademika. Na razie zatrzymała się u nas. Pomyśl, jak będziecie się sobą cieszyć, kiedy wreszcie wrócisz!

Podobno szpitale mimo całej tej sytuacji dają radę minimalizować zużycie jednorazowego wyposażenia.

To niesamowite, że nawet teraz ktoś myśli o środowisku, ale czy jednak nie przesadzacie trochę z brawurą? Kiedy tylko zakończy się nasza kwarantanna, wyślę te maseczki, o których rozmawialiśmy i kilka przyłbic, które wydrukowaliśmy z rodziną, zanim skończył się filament do drukarki.

Kwarantannę mamy, bo ktoś zwrócił uwagę na nasz pobyt we Włoszech rok temu i zakupy z Alliexpress. Sanepid ma niesamowite podejście, mógłby zlekceważyć taki sygnał, ale nie – wciągnęli nas na listę bez wahania. Co za troska i odpowiedzialność! Jesteśmy zbudowani. I jak bezpiecznie się czujemy – policja jest u nas codziennie.

PS

Wreszcie znalazłem czas, żeby naprawić te stare graty z pawlacza. Działają! Dasz wiarę? Ja, polonista, naprawiam AGD!

B

Stary! Moje życie legło w gruzach.

Siedzę w domu z dziećmi i żoną na głowie przez cały dzień. Zero prywatności. Straciłem całkiem poczucie czasu. Chyba wieki nie widziałem się z naszą paczką, o wypadzie z bratem na piwo i obiadku u mamy nie ma mowy. Zostały rozmowy telefoniczne, bo komputer ciągle zajęty, ale spróbuj spokojnie pogadać w tym wszystkim…

Nawet małe zakupy to jakaś operacja specjalna.

Wszystko zdalnie. Zaczyna się od polowania na wolny termin dostawy. Potem trzeba się modlić, żeby mi w ostatniej chwili nie anulowali zamówienia, bo wziąłem za dużo wody. Ale i tak nic nie przebije grozy negocjowania listy kolejno z każdym w domu. Tak jakby nie było jasne, że i tak znowu kupimy kilka podstawowych rzeczy.

Samochód stoi przed domem, a raty trzeba płacić.

Najgorsze, że nie ma po co jeździć, bo nie ma zleceń. Zresztą i tak nie wolno wychodzić. Mogę się przejść do furtki i z powrotem po ogrodzie. Choć wiosna taka, że wszystkie młode liście i kwiaty szlag trafił pod śniegiem. Kij z tym. Wolę siedzieć przed domem i udawać, że coś robię na mrozie, niż ciągle rozmawiać o wirusach z teściową.

Wszystko muszę zrobić sam.

Jak chcę zjeść kromkę chleba, muszą go sobie upiec. Posiłki to jakaś masakra. Nie dość, że najpierw trzeba wystać się w kuchni i robić coś z niczego, to potem przy stole jest jakaś walka o ogień. I te miny żony pod tytułem „zostaw, to dla dzieci”.

Co do dzieci, to teraz jestem też nauczycielem i muszę być specjalistą od wszystkiego.

Dostaję pierdyliard maili dziennie, a jeszcze padlety, Librusy-srusy i milion filmów na Youtubie oraz webinary na Zoomie. Wszystko online. W każdym pomieszczeniu włączona kamera. Jakiś pieprzony bigbrader normalnie.

Próbujemy łapać pracę zdalną i jakoś dzielić się czasem, ale to jest kolejny sajgon. Mój komputer wzięły dzieci, bo ma duży ekran. O swój prawie się pozabijały, jak miały jednocześnie zajęcia zdalne z wuefu. Jutro trener im zapowiedział sekcję karate online.

Spróbuj pracować w takim domu jak mój. W tle bitwa z „Gwiezdnych wojen”, albo naparzanki wikingów.

Bójki dzieci dosłownie o wszystko. A jak na chwilę siądą przed lekcjami to słuchasz nauczycieli mówiących jak po dziesięciu Xanaksach, bo wiedzą, że jesteś gdzieś obok. Mogę czekać, aż wszyscy pójdą spać, ale to jest ryzykowne. Wczoraj jeden klient budził mnie telefonicznie, jak mu zasnąłem na live.

Obczaiłem, że najciszej jest w kiblu na parterze i tam się bunkruję, chociaż wi-fi trochę słabo sięga. No i dodatkowo, jak siedzę, to za plecami mam zielone płytki i na Zoomie mogę sobie łatwo ustawić tło jakie chcę. To mam płomienie, zgadnij czemu?

Ciągle czegoś brakuje, a kupowanie to mordęga.

Zresztą, za co mam kupować? W kółko wpieprzamy słabo przyprawioną kaszę na zmianę z ryżem i soczewicą. Dzieciom wciskamy kit, że to dla zdrowia. Jak one zjedzą, to my dzielimy się resztą. Jeszcze tydzień temu była kurtuazja: najpierw ty kochanie, ależ nie – ty słoneczko. Teraz fechtujemy łyżkami nad garnkiem jak Jedi mieczami w obronie galaktyki. Ogólnie jest takie ciśnienie, że głowa mała. O wszystko awantura, a potem oczywiście ciche dni.

Czytam o tej pandemii wszystko jak leci, na fejsie i gdzie indziej, i powiem Ci, że oni to wszystko źle robią.

Piszę gdzie się da, żeby ludziom otworzyć oczy, ale mnie olewają albo blokują. Prawda w oczy kole. Z telefonu niewygodnie się klika, ale nie poddaję się. Tobie też napiszę, ale osobno. Może komuś przekażesz. Tak mnie to wszystko stresuje, że nie mogę normalnie spać, budzę się i oglądam jakieś badziewne seriale.

Widzę, że prawie każdy nasz znajomy tak ma. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wróci normalne życie, a jak wróci, to nie wiem, czy się w nim odnajdę. Wszystko zmieniło się w jedną chwilę. A to nie koniec i zaraz będziemy jeść kaszę namaczaną w zimnej wodzie, jak nam prąd odłączą, a potem suchą, jak wodę! Uwierzyłbyś w coś takiego rok temu?

Ten zakaz komentowania, co wam dali, jest chyba za szeroko interpretowany.

Daj znać, co u Ciebie. Twoja żona pytała, czy coś wiem. Załączam liścik od niej. Jest z dzieciakami u nas w garażu, bo akademiki zamknęli. Podobno skreślili Cię z listy studentów, bo nie pojawiłeś się na egzaminie.

Mam dla Ciebie te maseczki, o które prosiłeś.

Pięć przeciwpyłowych (zostały po remoncie balustrady), teściowa uszyła jeszcze cały worek z prześcieradeł. Szwagier wydrukował parę przyłbic, ale mu się filament do drukarki 3D skończył. Nowego nie będzie przez sk… sąsiada, co nam dla jaj powiesił na płocie kartkę z informacją o kwarantannie. Nawet policja zaczęła nas pilnować, czy siedzimy na dupie. Mówiłem im, żeby sprawdzili w Sanepidzie, to nas tamci po telefonie dzielnicowego na wszelki wypadek dopisali do listy. Także nie wiem, kiedy maseczki dojdą do Ciebie i czy jeszcze Ci się przydadzą.

PS

Musiałem sam naprawić prodiż i suszarkę do włosów. Ja – polonista – wziąłem się za naprawę AGD. Ktoś zginie przez tę pandemię, mówię Ci.