tragifarsa sportowo-finansowa

osoby:

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (może nawet zagraniczny)

WISŁA KRAKÓW SA (w dołku)

TS WISŁA KRAKÓW

CHÓR SMOKÓW WAWELSKICH

scena 1

Siedziba Wisły Kraków SA, poranek, gabinet. Dzwoni telefon. Wisła Kraków SA odbiera.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR
Halo, halo: czy ja się dodzwoniłem do klubu piłkarskiego Wisła Kraków?

WISŁA KRAKÓW SA
Tak, a o co chodzi?

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR
Jestem strasznie poważnym biznesmenem i inwestorem, chciałbym kupić klub.

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha)
O, to ciekawe, ale wie pan, że jesteśmy renomowanym klubem w dołku i mamy niemałe oczekiwania, spore zobowiązania do zapłacenia na już, a potem konieczność inwestowania?

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR
Jak najbardziej, wiem to wszystko i mam na to pieniądze, gwarancje i cholera wie, co jeszcze. Mam wszystko, czego zechcecie. Przyjadę, co?

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha)
Proszę przyjechać, skoro pan musi.

Wzdycha i odkłada słuchawkę.

scena 2

Popołudnie. Gabinet w klubie piłkarskim Wisła Kraków. TS Wisła Kraków siedzi przy stoliku.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (staje w progu z papierami w ręce i otwartym piórem gotowym do użycia)
Jestem! Oto propozycja umowy, podpisujemy?

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha i podaje umowę TS Wisła Kraków)

TS WISŁA KRAKÓW
Niech no tylko zerkną na to prawnicy…

Podaje umowę komuś, kto z nią wychodzi i po chwili wraca.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (bębniąc palcami w stolik)
I jak – podpisujemy?

TS WISŁA KRAKÓW
Podpisujemy, ale z klauzulą, że bez przelewu nie ma transakcji.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (podpisując)
A jakże, a jakże, bez przelewu nie ma nic. No to siup, podpisane.

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha)

TS WISŁA KRAKÓW (podpisując)
I ode mnie też podpis, siup. Czekamy na przelew.

Wstaje, żegna się, wychodzi.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (wstaje od stolika, idzie w kierunku drzwi)
Wspaniale! Biegnę wysłać przelewik, ale to musi potrwać do ostatniej chwili. Albo dłużej…

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha i również idzie w kierunku drzwi)
Poczekamy… Do zobaczenia.

Wzdycha.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (zatrzymuje się w drzwiach i odwraca mówiąc)
Pa! A, jeszcze jedna rzecz, zupełnie bez znaczenia, ale z ciekawości zapytam, bo kolega prosił, żebym zapytał, jak będę w Krakowie – te grunty klubu to macie już jakoś zagospodarowane, czy dopiero myślicie, co z nimi zrobić?

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha i wywraca oczami)
Jakie grunty? A, te koło stadionu? Nie są nasze, nic z nimi nie możemy zrobić.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (teatralnie uderza się dłonią w czoło i gwałtownie rusza w stronę głównego wyjścia)
Cholera! Żelazko zostawiłem włączone! Zdzwonimy się!

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha, zostaje w gabinecie, zamyka drzwi; siada przy stoliku i czyta gazetę)

scena 3

Kilka dni później. Gabinet w klubie piłkarskim Wisła Kraków. Z odłożonej słuchawki telefonu na biurku słychać komunikat.

Abonent jest chwilowo niedostępny…

CHÓR SMOKÓW WAWELSKICH (wpada do gabinetu podskakując, trzymając się za ramiona, w kółeczku)

Tup, tup, tup,
Ktoś przyszedł kupić klub,
A że nie był bity w ciemię,
To zapytał też o ziemię.

Hop, hop, hop,
Bo bez ziemi to nie chłop.
Lepiej zabezpieczyć się,
Przelew przyjdzie… albo nie.

La, la, la,
Dziwna jest piosenka ta.
Kto chce z Wisłą liczyć gole,
A kto kasę wywieść w pole?

Jak „weszli” tak wychodzą, podskakując, jeszcze śpiewając.

STRASZNIE POWAŻNY INWESTOR (z oddali)
Na dwór chyba!

WISŁA KRAKÓW SA (wzdycha znad gazety)

koniec