Co kupić za pół miliarda? Trochę błysków, dymu i huku oraz sporo cierpienia

Przed sylwestrem w sieci pełno jest apeli o rezygnację z fajerwerków. Wiele miast rezygnuje z sylwestrowej kanonady. Szkodliwość sztucznych ogni jest tak oczywista, że aż czuję się nieswojo, pisząc tekst, w którym miałbym o tym przekonywać. Jakiś czas temu (w 2017 r.) przygotowałem grafikę zachęcającą do sensowniejszego wydawania pieniędzy.

Zainspirowała mnie wtedy informacja, że Polacy wykosztują się na fajerwerki kwotą 500 000 000 złotych! Tak. Najnowsze szacunki branży mówią nawet o 700 milionach! Postanowiłem policzyć, co by można za to kupić. Przy czym przyjąłem jako wartość wyjściową pół miliarda, uznając ją za bezpieczniejszą.

Kanapki dla protestujących czy armatki wodne dla policji?

W 2017 roku wziąłem pod uwagę kilka spraw, które akurat jakoś przykuły moją uwagę. Wybór jest całkiem subiektywny, choć oczywiście próbowałem uchwycić pewną różnorodność preferencji. Niezależnie od tego, jakie ceny weźmie się pod uwagę i jakie rzeczy, wielkość tego, co można zrobić za pół miliarda robi wrażenie. Każdy może sobie to policzyć, biorąc pod uwagę to, co jest ważne dla niego.

Jedna uwaga: staram się szacować ostrożnie. Jest więc możliwe, że obiadów dla dzieci, kanapek, wozów i całej reszty mogłoby się udać kupić więcej. Zresztą, nie chodzi o wyliczenia do dziesiątego miejsca po przecinku, chodzi o to, że ogromne pieniądze puszczamy z dymem, szkodząc przy tym i nie ma to w sumie żadnego sensu.

Nobel dla Tokarczuk po stokroć czy setki pomników prezydenta?

W 2018 roku nie miałem czasu się tym zająć, ale w 2019 postanowiłem zaktualizować nieco zestawienie. Jest  więc parę spraw, które cieszyły się zainteresowaniem opinii publicznej w mijającym roku. Nobel – wiadomo. Średnią cenę książki Olgi Tokarczuk mocno zawyżyłem (do 50 zł), żeby nie było, że tylko używki z Allegro się zmieszczą. Pomnik Lecha Kaczyńskiego (wiesz, który mam na myśli) kosztował jakieś 2,5 miliona złotych. Pewnie da się zrobić tańsze. Alby gdybyś chciał TAKI – to za pół miliarda możesz ich mieć z 200. Koszt kampanii prezydenckiej oparłem na wyliczeniu za kampanię z 2015 roku, wtedy wszyscy kandydaci łącznie wydali ponad 40 milionów.

A może Cavill w „Wiedźminie” aż do starości?

Henry Cavill za odcinek „Wiedźmina” w Netfliksie dostaje 400 000 dolarów (ok. 1,5 mln zł). To by znaczyło, że z tych 500 milionów na fajerwerki można by go zatrudnić w 333 odcinkach (ok. 41 sezonów serialu!).

Obiady dla dzieci zostały, bo to ciągle paląca kwestia – jak się okazuje w Polsce nadal rośnie bieda. Nie do pomyślenia w cywilizowanym kraju w sercu Europy, na dodatek przy takim poziomie wydatków socjalnych? A jednak.

Do tego zestawienia można by dodać minimum 25 000 zabiegów wszczepienia endoprotezy kolana jakiemuś starszemu panu lub pani (niekoniecznie politykowi). Albo dwukrotne podniesienie wielkości świadczenia pielęgnacyjnego w 2020 r. do 3660 złotych. Albo kilkanaście milionów naprawdę fajnych książek dla dzieci. Można za te pieniądze kupić i zrobić mnóstwo rzeczy, zależnie od tego, co kto uznaje za ważne i (lub) dobre. I znowuż, raczej zawyżam ceny do moich wyliczeń, więc pewnie dałoby się więcej.

Negatywne skutki fajerwerków i petard na dziś są nie do uniknięcia

Trzeba przy tym pamiętać, że w tej sprawie mówimy o dwóch grupach problemów: dużych, oficjalnych, profesjonalnych pokazach i mniej lub bardziej indywidualnych, amatorskich strzelaninach z ich skrajnie durną odmianą, czyli petardami hukowymi.

Te pierwsze, profesjonalne pokazy, przynajmniej w teorii nie mają wielu wad bezładnej kanonady, która przetacza się przez miasta i wsie sylwestrową nocą. Można liczyć, że są przygotowane zawodowo i z elementarną odpowiedzialnością, zabezpieczone i z wykorzystaniem certyfikowanych materiałów. Teoretycznie to jakaś przewaga. A jednak, pozostają wady zasadnicze: hałas, rozbłyski, zadymienie i bezsensowne wprowadzanie do środowiska szkodliwych substancji. Według mnie to wystarczające powody, by z tego rezygnować.

O ile organizatorów oficjalnych pokazów coraz częściej da się przekonać do ich zastąpienia inną rozrywką, o tyle gorzej jest z nawykami poszczególnych ludzi. Rezygnacja różnych dużych podmiotów z pokazów nie załatwia sprawy. Pomniejsze kanonady i tak zrobią swoje. Potrzebna jest tutaj edukacja i zmiany w prawie.

Czas dostrzec, że świat od pierwszych pokazów w Chinach w XII wieku zmienił się całkiem mocno. Wiemy dużo więcej o nim i naszym wpływie. No i mamy niemało innych, mniej szkodliwych sposobów na cieszenie się życiem i świętowanie. Technologia pozwala tworzyć cudowne rzeczy bez takiej uciążliwości, jaką niosą ze sobą fajerwerki.

A jednak znowu wydamy minimum 500 milionów na dym, huk, rozbłyski i sporo cierpienia

To najbardziej groteskowy "crowdfunding", jaki można sobie wyobrazić. Parę milionów Polaków zrzuci się na to, żeby ponad pół miliarda poszło z dymem w kilkadziesiąt minut (plus to, co przed sylwestrem i po nim). Według niedawnego badania Kantar deklarujący zakup wydadzą średnio po 131 zł.

Chwila rozrywki, żadnych zalet, sporo szkód.

  • Każdego roku przez sztuczne ognie ktoś odnosi mniej lub bardziej poważne obrażenia, dochodzi do mniejszych i większych pożarów.
  • Każdego roku przez sztuczne ognie do środowiska trafia nie tak mało szkodliwych substancji, punktowo i krótkotrwale, ale jednak.
  • Każdego roku tysiące dzikich zwierząt (głównie ptaków) płacą cierpieniem (życiem również) za chwilę ludzkiej zabawy.
  • Każdego roku ludzie (w tym dzieci) pracują niewolniczo przy produkcji, byśmy mogli pohałasować sobie w sylwestra.
  • Każdego roku wiele dzieciaków autystycznych narażonych jest na niepotrzebny stres, związany z gwałtownym hałasem i rozbłyskami.
  • Każdego roku tysiące zwierząt domowych (głownie psów) cierpi z przerażenia, wiele z nich naszą rozrywkę przypłaca zdrowiem, a nawet życiem.

Najgorsze, że nawet przygotowanie się na okoliczność sylwestrowych fajerwerków może nic nie dać. Miłośnicy pirotechniki zaczynają kanonady przynajmniej dobę wcześniej (w Bielsku-Białej huki petard i sztucznych ogni słychać było 26 i 27 grudnia!) i kończą długo po nastaniu nowego roku.

Czy to aby nie przesada oszalałych ekologów?

Nie mam takiego poczucia. Nie uważam się za ekstremistę. Staram się zmniejszać swoją uciążliwość dla otoczenia i nie przysparzać cierpienia temu, co żyje. Na jednym polu udaje mi się lepiej, na innym gorzej. Lubiłem kiedyś oglądać fajerwerki. Nawet je kupowałem. Potem dowiedziałem się, co się z tym wiąże i przestałem. Uznałem zwyczajnie, że chwilka zabawy nie jest warta strachu, a nawet śmierci choćby jednego wróbla czy wiewiórki. Tak po prostu i bez wielkich słów. Szkoda tych zwierząt, szkoda ich strachu, szkoda ich cierpienia. Z czasem dostrzegałem też inne wady tej zabawy i przekonywałem się, że to nie ma sensu.

Myślę, że większość ludzi strzelająca w sylwestra nie ma zamiaru wyrządzać żadnych szkód, nie chce czynić żadnej krzywdy. A jednak, może nieświadomie, może lekceważąc trochę nasz wpływ, robimy to i nie dość, że marnujemy pół miliarda (kto bogatemu zabroni!), to jeszcze szkodzimy i krzywdzimy. Moim zdaniem to się nie kalkuluje.

JN