fot. Rafał Czerwiakowski

JN: To zabawne. Nie zdawałeś sobie chyba wtedy sprawy, że trzymasz w ręce zalążek kolekcji, początek Muzeum Piór Wiecznych. To był bodaj Conway Stewart, dość wysoki model. Obecnie ozdoba Twoich zbiorów. To on sprawił, że ta właśnie marka jest dla Ciebie szczególnie ważna? Od tamtego czasu minęło wiele lat, a Ty wciąż na czele swoich list zakupowych masz pióra tego brytyjskiego producenta.

RC:  Owszem.

JN: Porozmawiajmy jeszcze o kryteriach wyboru. Nie jesteś przecież w stanie kupować piór „jak leci”. To niewykonalne organizacyjnie i finansowo. Musisz jakoś wybierać, decydując się na zakup. Cena chyba nie jest najważniejszym kryterium, to nie przetarg na rakiety dla NASA… Nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że decyduje czynnik niezwykłości? Czasem będzie to ograniczona dostępność, a czasem dizajn. Z pewnością bywają i zwykłe zakupy, uzupełniające kolekcję w jakimś obszarze. Jak na przykład atrament z serii 4001 Pelikana z danego okresu starej produkcji, czy tak poszukiwany Edelstein Amber tego samego producenta. Jednak mając wybór pomiędzy uzupełnianiem luk w zbiorze, a zdobyciem czegoś niezwykłego dizajnersko skłonisz się ku drugiej opcji?

RC (odkłada pudełko po nabojach i sięga po długi metalowy złoty przedmiot): ... Taaak...

JN: I to jest powód, dla którego Tobie, miłośnikowi i wielkiemu zwolennikowi piór wiecznych, zdarza się westchnąć do jakiegoś (tfu! tfu!) długopisu, czyż nie? Bo przecież nie pogardziłbyś w zbiorze jednym z projektów Colaniego czy Aurorą Thesi. Z drugiej strony, założę się, że masz wśród eksponatów przynajmniej jeden egzemplarz słynnego, żółtego BiC’a. Masz?

RC (wyraźnie rozradowany): A jakże!

JN: Dla wielu może się to wydać dziwne, a przecież te długopisy to ikona wzornictwa. Można powiedzieć, że to ideał zabójcy piór wiecznych, taki do umieszczenia w Sevres.

RC (trzymając złoty przedmiot z dwóch stron rozsuwa go i moim oczom ukazują się nożyczki do papieru): Może…

JN: Wiem, że planujesz ekspozycję muzealną jako prezentację kontekstową. Chciałbyś pokazać pióra jako część kultury materialnej danego czasu, na tle architektury, mody czy samochodów z tego samego okresu. Pewne powiązania dla miłośników piór są oczywiste – dość wspomnieć zaprojektowanego przez Henry’ego Dreyfusa Eversharpa Skyline i skojarzenia z innymi dziełami tego projektanta (choćby niesamowitymi lokomotywami). Inne nieco mniej. Specyficzna estetyka włoskich piór i ich relacje z innymi firmami, wędrówki projektantów przez branże… To wszystko daje ogromne pole do prezentowania piór na tle epoki. Zerkałem ostatnio na logotypy Fiata oraz Aurory i widzę sporo podobieństw. Ciekawe, zważywszy na to, że jak wspominałeś mi kiedyś, Aurora robiła dla Fiata pióra…

RC (z zainteresowaniem oglądając nożyczki): To prawda.