fot. Jarosław Nykiel

JN: A skoro jesteśmy przy doświadczeniu i wiedzy. Nie da się inaczej nauczyć naprawy piór niż praktykując na nich. Za to niemałą wiedzę teoretyczną można zdobyć, sięgając po książki. Pewnym ograniczeniem może być to, że poza tłumaczeniami Steinberga i Dragoniego sprzed dwudziestu lat oraz niedawną publikacją Andrzeja Tuziaka na temat Parkerów Vacumaticów, wszystkie książki są w językach obcych, głównie po angielsku. Wiem, że mimo to zebrałeś bardzo bogatą bibliotekę tematyczną. Zamierzasz ją w jakiś sposób udostępniać? Będzie można, na przykład, przyjść do muzeum, usiąść przy stole (którego jeszcze nie ma) i przejrzeć interesujące pozycje?

RC (sięga po książkę ze stosu i przekartkowuje ją pospiesznie): Jak najbardziej.

JN: Nie mogę się doczekać. Muszę jednak przyznać, że inny Twój pomysł, by w muzeum można było wypróbować wszystkie podstawowe, dostępne na rynku atramenty, budzi moje wątpliwości. Nie wątpię, że masz już jakiś pomysł, jak to rozwiązać organizacyjnie, ale pozostaje kwestia sfinansowania zakupu atramentów i bieżącego uzupełniania zapasów. To może być niemały wydatek, jesteś na niego dzisiaj gotowy?

RC (książka wraca na stos, a mój rozmówca patrząc mi prosto w oczy mówi bardzo dobitnie): Jeszcze nie.

JN: Dość oczywistym rozwiązaniem wydaje się tu współpraca z producentami i dystrybutorami. Jednak, żeby ją nawiązać na dobre, musisz w pełnym zakresie uruchomić Muzeum. Masz już datę otwarcia?

RC: Nie.

JN: Powiedzmy czytelnikom, jak sprawy muzeum mają się na dziś. Wciąż szukasz odpowiedniego miejsca, w którym dałoby się pogodzić wszystkie funkcje przedsięwzięcia. Czy lokal, który masz teraz na oku (bo jest taki, o ile wiem), daje takie nadzieje?

RC: Daje.

JN: Przypuszczam, że nie zdradzisz więcej szczegółów.

RC (śmieje się i ponownie zapala cygaro): Nie.