Znalazłem 210 000 dzików

Wiem skąd wzięło się te 210 tysięcy dzików, o których jest tak głośno w Internecie i co w praktyce oznacza ta liczba. Wiem też, że to nie te dziki, które w sezonie 2018/19 zaplanował do zabicia Polski Związek Łowiecki (PZŁ). Piszę, dlaczego 800 tysięcy niemieckich dzików to mniej niż 400 tysięcy polskich oraz o tym, dlaczego Komisja Europejska tak ochoczo poparła polski rząd w bezsensownej rzezi.

Tekst jest (za) długi. Jeśli chcesz najpierw zapoznać się z podsumowaniem, skocz tutaj.

1.
Fałsz: nie będzie żadnego wybicia gatunku, myśliwi zgodnie z planem będą polować, nawet z mniejszą intensywnością niż rok temu. Od lat liczba zabijanych dzików jest podobna.

Prawda: po „rządowym” odstrzale dzików w związku z ASF ma ich być około dziesięć razy  mniej niż dotychczas, niezależnie od planów myśliwych. Będzie rzeź.

Do manipulowania informacjami o wielkości planowanego odstrzału wykorzystano dane statystyczne Polskiego Związku Łowieckiego. Internet zalały informacje, że nie ma żadnej rzezi, jest realizacja planu PZŁ (na sezon 2018/19) na poziomie 185 tysięcy, z czego około 90% już wykonano.

Manipulacja polega na tym, że plan związku (minimum 185 tysięcy) to jedno, a rząd postuluje DODATKOWY odstrzał sanitarny (ok. 210 tysięcy) i chce jego realizacji na już. To razem około 400 tysięcy dzików!

Skąd wzięło się te dodatkowe 210 tysięcy? Z szacowania populacji. Zerknijmy na dostępne informacje.

PZŁ wykonał już około 90% swojego planu (z przewidywanych minimum 185 tysięcy). Po jego realizacji liczebność dzików powinna się utrzymać na poziomie około 1 osobnika na kilometr kwadratowy. Sądząc z danych Związku, taka populacja daje radę odbudować się do poziomu zapewniającego myśliwym możliwość radosnego wybijania jej w kolejnym sezonie.

Rzecz w tym, że rząd chce, by zostało 0,1 osobnika na kilometr kwadratowy. Dziesięć razy mniej niż obecnie!

Takie jest zalecenie rządowego zespołu kryzysowego zajmującego się ASF. Przy powierzchni Polski wynoszącej niecałe 313 tysięcy kilometrów kwadratowych daje to docelowo około 31 tysięcy dzików.

Żeby tak się stało, myśliwi muszą zabić DODATKOWE 210 tysięcy dzików.

To większość z tego, co pozostanie po wybiciu planowych minimum 185 tysięcy w obecnym sezonie 2018/19. Oczekiwanie rządu jest takie, że myśliwi wybiją te dziki, które normalnie by zostały myśliwym jako „kapitał założycielski” populacji na kolejne sezony.

Myśliwi od pięciu lat zabijają więcej dzików niż wcześniej.

Według danych Polskiego Związku Łowieckiego, od sezonu 2014/15 wielkość odstrzału dzików wzrosła. Właśnie w 2014 roku wykryto w Polsce pierwsze ognisko ASF, wtedy Chiny zamknęły swój rosnący szybko rynek dla naszej wieprzowiny – między innymi na ten temat piszę w tekście o tym, że Wszystkie drogi prowadzą do Pekinu. Wcześniej „pozyskanie” (tak myśliwi nazywają zabijanie na polowaniach) utrzymywało się na poziomie poniżej 200 tysięcy, lub nieznacznie go przekraczało.

Poniżej wyciąg z oficjalnych danych PZŁ. Szacowanie liczebności jest w marcu danego roku, przed startem sezonu w kwietniu. Podsumowanie „pozyskania” dotyczy całego sezonu, który trwa od kwietnia danego roku do marca roku następnego.

sezon  liczebność na starcie (stan na III) w tys. upolowano
(od IV do III) w tys.
2014/15 258 000 260 200
2015/16 241 000  310 300
2016/17  229 000   282 200
2017/18  198 000   308 000*
2018/19  229 000* 185 000* (plan)


źródło: https://www.pzlow.pl/attachments/article/401/Statystyka2017.pdf, dostęp: 2019-01-11.

*Dane w sprawozdaniu PZŁ kończą się na planie na sezon 2017/18, brak w nim podsumowania sezonu 2017/18 i stanu wyjściowego na sezon 2018/19. Moje zestawienie uzupełniłem informacjami z danych PZŁ i Oświadczenia Zarządu Głównego PZŁ z 10 stycznia 2019 oraz dostępnymi w innych miejscach w sieci.

Myśliwi protestują, bo ktoś im psuje perspektywę beztroskiej zabawy w zabijanie. Przecież raczej nie mają problemu ze strzelaniem do dzików. Jest na to grubo ponad milion martwych dowodów od 2014 roku!

Regularnie zabijanych jest więcej dzików, niż było na starcie sezonu.  Jak to możliwe? Dziki się przecież rozmnażają, lochy na początku roku są w ciąży – rodzą na wiosnę. Mają po kilka młodych na raz. Jednak nie wszystkie lochy rodzą, nie tę samą liczbę młodych, dużo zależy od struktury płciowej i wiekowej populacji na danym terenie. Spis powszechny dzików raczej nie wchodzi w grę, więc wszyscy operują wartościami przybliżonymi. Nawet super dokładni Niemcy, o czym słówko poniżej.

2.
Fałsz: Niemcy dopiero co wybili kilka razy więcej dzików niż my.

Prawda: W ramach przeciwdziałania ASF przez redukcję liczebności dzików Niemcy zabili rekordowe 837 tysięcy dzików, czyli jakieś 33%. Realizacja wszystkich planów odstrzału (minimum około 400 tysięcy) w Polsce oznacza likwidację 90% populacji.

Wielkość redukcji należy czytać przez wielkość populacji. Liczbę dzików w Niemczech szacuje się na od 1,5 miliona do 3 lub nawet skrajnych 5 milionów osobników.

Miłośnicy przyrody oceniają ostrożniej, a myśliwi, rolnicy i hodowcy świń mają raczej tendencję do kierowania się ku wyższym liczbom. Ścisłych danych nie ma, ale liczba około 2,5 miliona osobników jest bliska rzeczywistości. To daje jakieś 7 dzików na kilometr kwadratowy Niemiec.

Organizacje prozwierzęce w Niemczech sprzeciwiały się ułatwieniom w polowaniach, jednak nie doszło do takich protestów jak w Polsce.

Cytowani przez polskie media niemieccy ekologowie podkreślają, że odstrzał nie jest skuteczną metodą redukcji populacji. I tu dochodzimy do gwiazdki z nieba dla zwolenników masowego odstrzału, czyli stanowiska Komisji Europejskiej.

3.
Fałsz: Skoro Komisja Europejska potwierdza, że odstrzał sanitarny dzików jest właściwym sposobem walki z ASF to wszystko jest w porządku.

Prawda: Nie jest. Komisja Europejska wprost stwierdza, że chodzi o ochronę rynku mięsa. A wiadomo, że odstrzał jest nieskuteczny jeśli chodzi ochronę przed ASF. Skutki masowego odstrzału mogą być katastrofalne dla przyrody.

Przedstawicielka Komisji Europejskiej w swoim oświadczeniu podkreśliła, że Polska ma obowiązek przeciwdziałać ASF i z tego punktu widzenia to, co robi się w Polsce jest właściwe.

Dlaczego dla KE to taka ważna kwestia? Producenci wieprzowiny to silne lobby. Wystarczy przypomnieć, że w Niemczech doszło do istotnego rozluźnienia rygoru polowań na dziki mimo, że nie stwierdzono tam ani jednego ogniska ASF.

Za naszą zachodnią granicą od początku 2018 roku narasta obawa przed ASF i związanymi z wirusem ogromnymi stratami finansowymi. Niemcy są trzecim na świecie producentem mięsa wieprzowego, ponad połowę swojej produkcji eksportują. Z Hiszpanią są największymi eksporterami wieprzowiny z UE do Chin. Chiny nie zawahają się zablokować wieprzowiny z Niemiec, gdyby okazało się, że dotarł tam wirus ASF. Dlatego KE za wszelką cenę będzie chronić rynek mięsa przez zawleczeniem choroby.

Polska spełnia tu rolę bufora sanitarnego i to u nas będą podejmowane najbardziej intensywne działania, które mogą w ocenie urzędników unijnych i producentów ochronić ten biznes.

Obawiam się, że w razie niepowodzenia walki z ASF przez redukcję populacji dzików, zupełnie poważnie może pojawić się postulat jej całkowitej likwidacji.

Dlaczego odstrzał to nieskuteczna metoda walki z ASF?

Także dlatego, że dziki nie stosują się do oczekiwań ludzi, za to w stu procentach podlegają prawom natury. Miejsce zwolnione w Polsce zajmą między innymi ich krewniacy zza granicy. Wirus ASF przywędrował do nas z dzikami z Białorusi. Czy tym razem, kiedy w Polsce pojawi się przestrzeń do zajęcia, białoruskie dziki uznają, że już dość namieszały i zostaną w domu? Nie.

Mimo wzmożonego odstrzału od 2014 roku ASF postępuje!

To „lekarstwo” nie działa i nic nie da zwiększanie dawki. ASF nie udało się ograniczyć za pomocą odstrzału. Więcej – postępy wirusa wskazują, że odstrzał mu… sprzyja.

Skoro to, co się robi nie działa, może czas sięgnąć na poważnie i solidnie po te metody, które w praktyce nie zostały wdrożone w potrzebnej skali, a specjaliści są zgodni, że mogą realnie pomóc opanować ASF?

Polecam stanowisko Koalicji Niech żyją! oraz list otwarty środowiska naukowego w sprawie redukcji populacji dzików. Są w nich wszystkie ważne argumenty przeciwko masowemu odstrzałowi, a za zastosowaniem innych metod walki z ASF.

Podsumujmy:

1. Jeśli rząd ostatecznie postawi na swoim to rzeź dzików będzie faktem. PZŁ zabije swoje minimum 185 tysięcy. Rząd DODATKOWO chce zredukować liczbę dzików do poziomu 0,1 dzika na kilometr kwadratowy. Żeby do tego doszło, trzeba zabić kolejne 210 tysięcy. Zginie większość dzików w Polsce.

2. W Niemczech zabito kilka razy mniejszą część populacji dzików niż postuluje się zabić w Polsce. Tak, zabito grubo ponad 800 tysięcy, ale z populacji szacowanej na około 2,5 miliona. W Polsce jest ich wielokrotnie mniej. I może zginąć nawet 90%.

3. Komisja Europejska popiera redukcję populacji, bo panicznie broni interesów producentów wieprzowiny. Dlatego chwyta się wszelkich sposobów, by ochronić przed ASF niemieckich producentów, którzy są w ścisłej czołówce światowej zarówno pod względem wielkości produkcji, jak i eksportu.

4. Odstrzał okazał się nieskuteczny. Mimo jego prowadzenia od 2014 roku ASF postępuje.

5. Decydenci muszą wiedzieć, że odstrzał nie rozwiązuje problemu ASF. Muszą wiedzieć, że ta rzeź to działanie obliczone „na alibi”, które ma dać zainteresowanym poczucie, że rząd coś zrobił.

Tak po ludzku staram się zrozumieć desperację ludzi, którzy przez ASF stracili dorobek życia, lub obawiają się takiej straty. Jednak zderzam to z informacjami o fiasku programu bioasekuracji i myślę sobie, że wielu tych sytuacji można było uniknąć. A to nie dziki program rozwaliły, tylko ludzie.

Uważam za skrajną hipokryzję pojawiający się  czasem zarzut, że broniąc dzików, lekceważymy dobro świń. Trzeba nie mieć kontaktu z rzeczywistością, żeby istotny problem w losie świń hodowlanych widzieć w ASF, a nie w fakcie, że są hodowane, dręczone i zabijane przez ludzi.

Przez ASF ginie wielokrotnie więcej dzików niż świń.

Cała panika związana jest z trzodą chlewną. I przecież nikomu nie chodzi o jej dobrostan, a o materialne straty ludzi. To jest zasadniczy problem rządu. Wirus uznawany jest za niebezpieczny, bo zagraża zyskom ludzi.

Gdyby spojrzeć na straty w osobnikach, to według danych Głównego Lekarza Weterynarii, z powodu ASF zabito w latach 2014-2018 około 43 tysiące świń. To przy niemal 12 milionach świń hodowanych w Polsce daje jakieś 0,36% populacji. Dla nich to bez znaczenia. I tak zginą, przecież tylko po to są hodowane.

Jeśli chodzi o dziki, to oczekiwania rządu tylko na najbliższy czas obejmują dodatkowe (ponad plan PZŁ) około 210 tysięcy, łącznie z planem PZŁ daje to jakieś 400 tysięcy. Redukcja populacji z około 1 osobnika na kilometr kwadratowy do 0,1 osobnika oznacza śmierć około 90% dzików.

Co do myśliwych: w sezonie 2016/2017 zabili w Polsce niemal milion zwierząt różnych gatunków. Od 2014 roku w ramach planowego „pozyskania” upolowali ponad milion dzików! Podobno jest ich za dużo.

Rzecz w tym, że myśliwi dbają, by dzików było „za dużo”. Na przykład dokarmiając. Potem polując tak, by sprzyjać rozrodowi. Normalnie, dany gatunek liczbowo nie przekroczy pojemności niszy, w której żyje, bo różne czynniki (np. przestrzeń, dostępność pożywienia, drapieżniki) są ze sobą powiązane i działają na siebie wzajemnie. Tych zależności jest więcej i są bardziej skomplikowane, ale tutaj musimy pójść na kompromis z definicjami.

Nisza dostarcza możliwość wyżywienia określonej liczby zwierząt, na określonym obszarze. I więcej ich nie będzie, bo się nie wyżywią. I tyle. Chyba, że pojawi się czynnik zewnętrzny, na przykład myśliwi polowaniami ingerujący w strukturę populacji i tonami dostarczający dzikom dodatkowe jedzenie wysokiej jakości. Dziki wyżywią więcej młodych, te dożyją wieku reprodukcyjnego i rozmnożą się. Zrobi się ciasno.

Na dodatek dużej liczbie dzików, przekraczającej pojemność niszy, zacznie brakować pożywienia nawet mimo dokarmiania przez myśliwych. Ruszą w poszukiwaniu jedzenia i przestrzeni na pola uprawne. Ludzie będą domagać się rozwiązania problemu.

Kto bieży z pomocą? Myśliwy! Jeden z tych ludzi, którzy dokarmiają, by dzików było za dużo. Którzy „pomagają przyrodzie”, rozregulowując ją swoim grzebaniem przy niej. I rozwali dziki, które wchodzą w kukurydzę, bo przecież szkodzą. A potem on, albo któryś z jego kolegów, pojedzie do lasu zawieźć trochę marchwi, albo innej jarzyny. Bo dziki lubią i trzeba im pomagać. Albo pod lasem zrobi się nęcisko, amatora marchwi ubije i do skupu. I już: łowczy syty i dzik cały. No, dzik może nie bardzo. Ale kogo to obchodzi…

Ps.
Zapamiętaj te słowa: następne będą wilki!

Wilki żywią się także młodymi dzikami. Kiedy ich zabraknie, ubiją więcej innych zwierząt. Kiedy i tych będzie mało, wyjdą z lasu po to, co jest dostępne: zwierzęta hodowlane. Mokry sen wielu myśliwych stanie się rzeczywistością. Szybko padnie i zostanie dobrze przyjęte hasło redukcji populacji wilka w celu ograniczenia strat i zapewnienia bezpieczeństwa.

janykiel